was successfully added to your cart.

Koszyk

W wakacje wyjeżdżamy w jakieś miejsca i z nich wracamy. Do domu. W życiu też tak jest. Dopóki nie zmienimy w wyobraźni obrazu tego, co nazywamy domem, zawsze wrócimy w to samo miejsce. Bo strach ma wielkie oczy.

Przynależność

Dlaczego zmiana jest taka trudna? Dlaczego tak trudno spowodować, żeby nasza przyszłość była inna od przeszłości? Dlaczego tak trudno ruszyć z miejsca, zrobić coś inaczej niż dotychczas albo w ogóle coś zrobić, jeśli od jakiegoś czasu jedyne, co nam się udaje zrobić to powtarzać dzień poprzedni?

To są bardzo ważne pytania i wiele już powstało tekstów, które próbują na nie odpowiedzieć. To jest mój pierwszy, i na pewno nieostatni, wpis na temat zmiany, bo jest to temat niezwykle złożony. Kontynuując wątek wakacyjny z poprzedniego posta potraktuję go właśnie z perspektywy wyjazdu – tego, że nam bardzo zależy na tym, żeby móc do czegoś wrócić i tego, żeby wiedzieć, do czego wracamy.

Pod tą potrzebą nie ma wielkiej filozofii. I jednocześnie jest ona bardzo bazowa, więc te wszystkie zakrzyki “wyjdź poza swoja strefę komfortu”, jakkolwiek słusznie zapraszające do wychynięcia poza to, co przez nas znane i uważane za nasze, często się spotykają ze ścianą. I to nie tylko lenistwa, prymitywnego oporu przed zmianą, spolegliwości, konserwatyzmu, zaściankowości czy czego by tam jeszcze nie przypisać osobom, które poza tę strefę komfortu mają trudność wyjść. To jest przede wszystkim ściana biologicznej, hiperpodstawowej potrzeby przynależności i potrzeby bezpieczeństwa. I tak, pełna zgoda – to, że coś jest podstawowe nie oznacza, że trzeba się tym kierować. Ale podstawy wymagają tego, żeby je uznać. W innym wypadku te zakrzyki to nic innego tylko groch. Ściana dalej stoi.

Mój strach ma wielkie oczy…

Co jest najtrudniejsze w obsłudze tej ściany? To, że często jest ona tak podstawowa, że wręcz niewidoczna. A im bardziej nie widzimy jej, im bardziej nie dostrzegamy tego, jak ją obchodzimy, jak dookoła niej układamy wszystkie inne elementy swojego życia, tym trudniej jest nam znaleźć sposób, żeby jednak poza tę wspomnianą wcześniej oazę spokoju i komfortu wyjść albo chociaż spojrzeć na to, co może się poza nią dziać.

Strach jest naszym biologicznym znakiem ostrzegawczym, że coś z tą naszą ścianą się dzieje, że ten filar jest zagrożony. Że dzieje się lub może zadziać się coś, co spowoduje, że my przestaniemy czuć się bezpiecznie, że my przestaniemy czuć, że przynależymy. A to, gdy byliśmy te dziesiątki tysięcy lat temu na sawannie lub kilkadzieści lat temu jako noworodki leżące w łóżeczku oznaczało bezpośrednie zagrożenie życia. Nie ma zgody w naszym organizmie na to.

Nie ma więc wychodzenia poza komfort, nie ma doświadczania nowego. Strach ma wielkie oczy i tymi oczami widzi zagrożenie. Dopóki to zagrożenie nie zostanie zabezpieczone, liczy się tylko ono, nie jakiś tam rozwój czy zmiana na lepsze.

… więc moja autoempatia i wyobraźnia muszą mieć większe

Co z tym począć? Podejść do strachu strategicznie – uznać, że jest on częścią Twojej rzeczywistości i stawiać kolejne kroki biorąc go pod uwagę. Tak. Mam tego świadomość: napisać łatwiej niż wykonać, w tekście to są  3 zdania, w rzeczywistości mogą one obejmować proces rozpisany na kilka tygodni, miesięcy, a nawet lat. I to są perspektywy czasowe, które przerażają. W im większej pogoni i niedoczasie funkcjonujemy na codzień, tym przerażają bardziej.

Ale! Ten czas i tak minie. Te kilka tygodni, miesięcy i lat. I albo przez ten cały czas możesz siebie i swoje życie układać pod dyktando strachu, albo możesz zacząć stawiać małe kroki ku temu, żeby Twoje życie było inne. Jeżeli oczywiście tego chcesz i tego potrzebujesz, jeżeli czujesz, że ta stabilność i spokój, w której żyjesz jest duszna i ogranicza Ciebie (o tym więcej w poprzednim wpisie Strach wyjechać i strach wrócić, czyli co możemy odkryć w wakacje).

Jeżeli tak jest, to najważniejsze, co możesz zrobić, to przede wszystkim uznać, że strach jest immanentną częścią Twojego życia. Dostrzec, że to przez strach nie chcesz zobaczyć całej rzeczywistości, taką, jaka ona jest, z jej poszarpanymi krawędziami i niedoskonałościami: z Twoją nieumiejętnością stawiania granic, z przełożoną, która tylko dokłada pracy, z partnerem, który nie chce dzielić się obowiązkami. I dopiero, jak uznasz, sama przed sobą, że te sytuacje są dla Ciebie nie do wytrzymania na dłuższą metę, że chcesz je zmienić, ale nie wiesz, jak i że ta niewiedza powoduje w Tobie strach, a ten strach paraliżuje i uniemożliwia kolejny ruch – tylko wtedy i dopiero wtedy możesz coś z tym strachem zrobić. Zgodnie z zasadą, że:

“Jeśli człowiek lub grupa aktywnie unika jakiejś ważnej sprawy, żadną inną sprawą nie można się skutecznie zająć”.*

Zatem Ty przestajesz unikać strachu. Dzięki temu dostrzegasz, że wynika on z tego, że temat, z którym się mierzysz, nie jest łatwy. On jest poważny i potrzeba będzie sporo wysiłku z Twojej strony, żeby się nim zająć. Do tego niezbędna będzie Twoja wyobraźnia i determinacja. Ale nade wszystko autoempatia. Żebyś, ilekroć znów zaczniesz się bać, uznała to i dała sobie wsparcie. W przeciwnym razie znów wielkie oczy strachu Cię przerażą, Ty skulona wrócisz w to miejsce, które jest Ci znane, do domu, i nadzieja na jakąkolwiek zmianę pryśnie.

Żeby nastąpiła zmiana potrzebujesz swój obecny dom, swoją obecną codzienność, spokój i to, co znasz, zamienić na coś innego, równie konkretnego i dającego Ci poczucie bezpieczeństwa.

Żeby wyjść z jednego domu i nie musieć do niego wracać potrzebujesz innego domu.

Ten nowy dom musisz zbudować. Najpierw w wyobraźni, a później codzienną pracą. W pierwszej kolejności budujesz wizję tego, jak mogłaby wyglądać inna wersja Twojej obecnej rzeczywistości, wyobrażaniem sobie tego “lepszego życia”, które intuicyjnie czujesz, że jest możliwe. W drugiej – tworzysz plan dojścia do tego miejsca z punktu, gdzie jesteś teraz z uwzględnieniem całego potrzebnego zaplecza wsparcia. A następnie wprowadzasz ten plan w życie. Nie od razu wywracając je do góry nogami. Najpierw przygotowujesz do zmiany siebie i swoich zasobów: wizytami u terapeuty lub prawnika, odkładanymi oszczędnościami i budowaniem siatki bliskich Ci osób, które w najtrudniejszym dla Ciebie czasie Cię wesprą. A później, tak przygotowana wdrażasz plan i budujesz sobie nowy dom. Bez niego – wrócisz do starego.

Bo strach ma wielkie oczy. Twoja wyobraźnia musi więc mieć większe.

*Dar terapii, I. D. Yalom, Warszawa 2010, s. 83

Ania Olesiewicz

Author Ania Olesiewicz

More posts by Ania Olesiewicz