was successfully added to your cart.

Koszyk

Im więcej konsultacji przeprowadzam, im więcej telefonów w fundacji wspierającej osoby w żałobie odbieram. Im więcej badań czytam, im częściej zaglądam w media społecznościowe. Tym bardziej dokładnie widzę , jak bardzo silna jest w nas nieumiejętność i niechęć do przeżywania emocji. Jak bardzo nie lubimy się do nich przyznawać, z nimi być i o nich opowiadać. Jak często właśnie to jest premiowane. I wkładane w laurkę pod tytułem: “ogarnia”. Podczas, gdy prawda brzmi: “odcięła się od siebie”. A Ty, wiesz, jak to jest u Ciebie? Jesteś ogarnięta czy emocjonalnie odcięta?

ogarnięta czy emocjonalnie odcięta

Czara się przelała

 

Niedawno przeczytałam na dosyć popularnym koncie Instagramowym, że tajemnicą efektywności jego posiadaczki jest zasada “2z”: “zacznij i za****aj”. Widziałam, oczywiście, podobne propozycje i schematy już wcześniej: od trenerek fitnessu, od coachów, mówców motywacyjnych i czasem nawet osoby szkolące z efektywności i zarządzania czasem. Ale tym razem poczułam, że jest tego już za wiele.

Może to kwestia ilości emocjonalnego bólu, z którym się stykam w trakcie rozmów z klientami i klientkami. Może rozwój mojej własnej wrażliwości i świadomości emocji. I doświadczenie na własnej skórze tego, jak bardzo dużo mocy to daje pobycie. Przystanięcie, przestanie zap******ania, odetchnięcie, poczucie się,  popłakanie. Mocy, która jest niedostępna tym, którzy po jednym “2z” wrzucają kolejny. I nie wiedzą, zapominają, świadomie rezygnują albo nie dają sobie prawa do pobycia pomiędzy kolejnym porcjami robienia.

 

Ogarnięta…

 

Zaproszenie do bycia ogarniętymi dostajemy na każdym kroku. I nie musimy czekać do przekroczenia magicznej liczby 18 lat. Zanim to nastąpi, duża część z nas jest wtłaczana przez przerażonych naszą przyszłością rodziców w kolejne zajęcia dodatkowe. Dzięki nim ma być ona bardziej świetlana. Czasami też w slalom zajęć fakultatywnych, mile widzianych i rozwijających zajęć pakujemy się same. Strach o to, co będzie, unosi się w powietrzu, nie oddychają nim tylko nasi rodzice. Równolegle, oni często, z różnych powodów, nie mają czasu (lub możliwości) pobyć z nami. Nie wiemy więc, ani na czym to bycie polega, ani dlaczego jest ważne. Z domu wychodzimy w dorosłość z jasnym przekazem: trzeba robić.

 

Od 18 r.ż  jesteśmy według prawa odpowiedzialne za swoje czyny i za swoje utrzymanie. Przede wszystkim finansowe. Oczywiście, jeśli studiujemy, zgodnie z prawem rodzice powinni nas nadal finansowo wspierać, ale różnorodność rzeczywistości nie mieści się w paragrafach. Możemy być nadal wspierane, ale może się to odbywać kosztem naszej niezależności emocjonalnej. Nieraz więc wolimy zacisnąć zęby, “ogarnąć się”, żeby nie musieć wchodzić w tę mniej lub bardziej oczywistą transakcję. Trzeba robić.

 

W międzyczasie dostajemy wiele przekazów, na czym według społeczeństwa to ogarnięcie polega: studia, praca, dom rodzina. Tempo nam (oficjalnie) nie jest narzucane, ale “oczekuje się, że” przed 30-stką. Dodatkowo swoje trzy grosze dorzuca ekonomia, która z dnia na dzień staje się mniej przewidywalna. Media, które z jednej strony biją się o naszą uwagę, a z drugiej – temu, co nam oferują często daleko od tego, co byłoby dla nas wartościowe i podnoszące jakość życia. Trzeba więc mieć pracę (robić), znaleźć partnera (zrobić), być na bieżąco z tym, co dzieje się na świecie i w internecie (robić).

ogarnięta czy emocjonalnie odcięta

…bo odcięta

 

A tymczasem zadziewa się równoległa rzeczywistość. Naszych emocji, potrzeb, refleksji. To dzieje się już poza naszą świadomością, bo albo nigdy na nią nie zwracaliśmy uwagi, albo nie wiemy jak to zrobić, więc pilnie ją ignorujemy i zagłuszamy.

 

Żyjemy więc w przykazie “trzeba ogarniać”, równolegle doświadczając ogromnej ilości bodźców, które do nas docierają sekunda po sekundzie, z zewnątrz i z wewnątrz nas. Rośnie też ich ilość (co 7 lat liczba wiedzy naukowej podwaja się) i nasz dostęp do niej (podwojenie prędkości łączy i procesorów następuje do 2-3 lata). Jak sobie z tym poradzić? No właśnie, coraz więcej z nas wybiera (świadomie lub nie) drogę odcięcia się. I stosowania zasady “2z”. Bez przerwy.

 

Nauczyć się być

 

W tym momencie może pojawić się argument ogromu dostępnej teraz wiedzy psychologicznej, o której wcześniej nie śniło się nawet filozofom. Tego, że terapia przestaje być powodem do wstydu, a czytanie książek traktujących o naszym wnętrzu to nie tylko domena studiujących psychologię. I bardzo słusznie, że on się pojawia. Bo to faktycznie bogactwo, o którym nie wolno zapomnieć. I warto się zatrzymać na chwilę, żeby poczuć za to wdzięczność. Naprawdę, jest za co. Ja jestem za to bardzo wdzięczna. Mam teraz dostęp do bogatszej wiedzy na temat mojej psychiki niż mieszkający w tym samym miejscu na ziemi co ja profesor psychologii jeszcze 40 lat temu. Mogę być bardziej krytyczna względem tego, czego doświadczyłam w swoim życiu, jak to na mnie wpłynęło. Jednak…

 

Mogłabym kontynuować wymienianie pozytywów obecnej sytuacji, ale tak naprawdę dostrzeżenie tego, jak wiele ich jest, może tylko wzmocnić to, na co teraz chcę zwrócić uwagę. Żeby z tych przywilejów i możliwości skorzystać trzeba mieć na to czas lub umiejętności. Nabycie tych drugich wymaga czasu, więc tak naprawdę wszystko się sprowadza tylko do niego. Ale im bardziej niestabilne jest to, co nas otacza, tym tego czasu mamy mniej. Więcej musimy robić, żeby mieć poczucie ogarniania i więcej rzeczy brać pod uwagę, żeby dokonywać dobrych, nawet najprostszych, decyzji.

 

Może tego nie widzimy na codzień, ale jeszcze kilka lat temu o wiele łatwiej było podjąć decyzję, co kupimy na śniadanie lub jak spędzimy wieczór. Teraz zakupy spożywcze oznaczają wybory moralne, a korzystanie z mediów (tradycyjnych i społecznościowych) wymaga wysokiego poziomu krytyczności (fakenews).

 

i czuć

 

A równolegle, przez wzrost wiedzy i świadomości, akceptacji indywidualności na poziomie działania i myślenia, pojawia się przestrzeń na więcej bodźców, które płyną z naszego wnętrza. Na które wcześniej nie było przyzwolenia.

 

 

Bólu codzienności, która z dnia na dzień jest coraz bardziej skomplikowana.

Bólu naszej przeszłości, która często była mniej kolorowa niż pamięta to nasza dbająca o nasz dobrostan pamięć.

Bólu przeszłości naszych przodków, o której epigenetyka (czyli nauka o pozagenetycznym dziedziczeniu) mówi jedno: nosimy w sobie emocje, których nasze ciała nie doświadczyły, ale zostały nam one przekazane w spadku po naszych rodzicach i dziadkach.

 

Przy tak dużym obciążeniu danymi z wewnątrz i z zewnątrz nas. Nakazie “ogarniaj” i przyzwoleniu (który tak naprawdę często odczuwamy jako nakaz): “bądź sobą”, często jako sposób na przetrwanie wybieramy “odcięcie”. Odcięcie się od naszych emocji, czyli od siebie. Jest tego za wiele, nasze układy nerwowe nie dają rady tego pomieścić. Nawet nie czujemy, że tak robimy. Bo, no właśnie, trzeba by to poczuć, zmierzyć się z chociaż częścią bólu, który w sobie nosimy.

ogarnięta czy emocjonalnie odcięta

Ogarnięta bez odcięcia

 

Co więc robić z tym, co dzieje się w naszym wnętrzu? Jak zadbać o higienę emocjonalną? I czy ostatecznie musimy wybierać między być i robić? Odpowiedź brzmi: nie. I to jest ta łatwiejsza część odpowiedzi. Bo żeby to zrobić, trzeba się nauczyć przechodzić pomiędzy tymi stanami. Aktywności, działania celowego, robienia i “ogarniania”. Oraz rozprężenia, odpoczynku, poczucia siebie, pobycia. W kontekście bóli, o których wspomniałam wcześniej: trzeba znaleźć bezpieczne miejsca i sposoby na ich odczucie. Ale przede wszystkim, żeby je znaleźć, potrzebujemy przestać się ich bać. Bo nie musimy wszystkiego poczuć naraz. Na szybko i “na maksa”. Możemy to zrobić powoli i delikatnie.

 

Potrzebujemy nauczyć się więc też tego, że ten fragment naszego życia rządzi się innymi prawami. A nade wszystko – uznać, że on jest i rządzi naszym życiem.

 

Jego prawa póki co nie mieszczą się (jeszcze) we wskaźniki gospodarcze, którymi kieruje się gospodarka wolnorynkowa. Może #slowlife, #slowfood i #mindfulness wyglądają atrakcyjnie na Instagramie, ale mało kto tak naprawdę chce je wdrożyć w życie. Bo kosztują, a nie przynoszą od razu zysków. Zajmują czas, a nie oznaczają zrobienia niczego “produktywnego”.

 

Ale jeśli chcemy żyć podtrzymywalnie, tak, żeby bycie “ogarniętymi” nie oznaczało życia w połowie, bez uczuć. Jeśli chcemy poczuć, więc poznać lepiej siebie, to potrzebujemy je zacząć poznawać i wdrażać. W innym wypadku cenę będziemy ponosić my, nasze dzieci i wnuki (epigenetyka) oraz planeta, która odciąć się od nas, jak my od siebie, nie potrafi.

Fot. Sawyer Bengtson,  źródło: unsplash.com

W dniach 27 – 31.05 organizuję wyzwanie “Poczuj swoje emocje”. Podczas niego podzielę się najważniejszymi informacjami nt. każdej z 5 podstawowych emocji: strachu, gniewu, wstrętu, smutku i radości. Pokażę Ci, jakie informacje niesie każda z nich, jak z nimi być i z nich korzystać. Bezpiecznie, szanując Twoje możliwości i granice.
Jeśli czujesz, że masz już dość życia na wdechu – dołącz.
Zapisuję się na wyzwanie "Poczuj swoje emocje"
Ania Olesiewicz

Author Ania Olesiewicz

More posts by Ania Olesiewicz